-Skąd znasz tego gościa.. i kim on jest? - zapytałam podczas gdy opuszczaliśmy bibliotekę
-Kiedyś gdy byłem w pewnym miasteczku.. Dostało mi się od jakiegoś pijanego typa w sumie nadal nie rozumiem za co. Gdy mu oddałem, on i jego banda rzucili się na mnie i wtedy z pomocą przyszedł mi pewien mag. Powalił ich wszystkich jednym zaklęciem. Oni uciekli a ja zostałem lekko ranny. Mag zabrał mnie do siebie i zaczęliśmy rozmawiać i poznaliśmy się w miarę dobrze. Kasper ma niesamowite umiejętności. Już nie raz widziałem go w akcji. Razem ratowaliśmy innych i zabijaliśmy potwory. - przerwał - A dlaczego o niego pytasz?
-Wydaje mi się znajomy.. - kiwnęłam głową - Ale pewnie tylko mi się wydaje...
Wyszliśmy z miasteczka i ruszyliśmy leśną ścieżką w stronę chatki gdzie mieszkałam. Lubiłam taki klimat. Gdziekolwiek bym nie mieszkała.. zawsze była to chatka w środku lasu. Chyba, że za czasów gdy żyli jeszcze moi rodzice.Moja matka była przeciętną elfką a ojciec... nie pamiętam. Mam o nim mało wspomnień. Często wracał późno do domu kiedy ja już spałam. Zawsze tak było, a ja nie miałam odwagi zapytać mamy ,,kim jest mój tatuś,,. Lecz mimo to było dobrze. Mieliśmy ładny domek w mieście. Niczego nam nigdy nie brakowało. Do czasu gdy mój ojciec nie wrócił z pracy a matka została zabita na moich oczach przez jakiegoś cwaniaka z wyższego rodu. Potem nigdy nienawidziłam szlachty i królewskich rodzin. Oni zawsze myśleli i będą myśleć, że są lepsi od nas. Od zwykłych, przeciętnych ludzi. Mężczyzna, który zabił moją matkę zabił też prawdopodobnie mojego ojca. Chciał zabić także mnie. Gdy podchodził do mnie w jego oczach płonął ogień nienawiści i chciwości. Dlaczego nas nienawidził? To pytanie dręczy mnie do dziś. Nadal do końca nie wiem jak to możliwe, że ja przeżyłam. Gdy morderca był już na tyle blisko mnie, żeby zadać cios tępym nożem który trzymał w dłoni, zawahał się. Jego spojrzenie utkwiło w moich oczach. Zaczął nagle dygotać a ja pozostałam w bezruchu przez cały czas kiedy on tak na mnie patrzył.
-Święte dziecko.. - wybełkotał a ja ledwo co to zrozumiałam
Byłam mała a on po wypowiedzeniu tego uciekł. Zostałam sama w wieku zaledwie 10 lat. Zaczęłam żyć na własną rękę. Podróżowałam, uczyłam się i nadal żyłam z nienawiścią do szlachciców. Aż spotkałam jego.. David jest inny. On również żywi nienawiść do swojego rodu głównie przez swego ojca, który go nie szanuje i nie docenia. O wiele bardziej doceniana jest młodsza siostra Davida, która zupełnie nic nie robi ale za to wszyscy się o nią troszczą. Zdarzyło mu się kilka razy zabić pewne osoby lecz jego ojciec, mimo iż nie zbyt przejmuje się swoim synem, zajął się sprawą tak, że nikt nie dowiedział się, że to David zamordował swoje ofiary. Jedną z tych ofiar miałam być ja. Co później okazało się tylko zwykłym nieporozumieniem.. Wtedy.. tej nocy gdy miał mnie zabić, oboje zrozumieliśmy siebie nawzajem i połączyło nas to iż oboje żywimy nienawiść do szlachty i króla.
Spojrzałam na niego. Jak zawsze szedł z głową w chmurach. Zamyślony, spoglądał swoimi zielono-brązowymi oczami w dal. Jego długie, elfie uszy lekko podwinęły się na końcach. Włosy, jak zawsze zaczesane na lewą stronę, troszkę przysłaniały jego czoło. Obrócił się w moją stronę i spojrzał pytająco.
-Do twarzy Ci z tą powagą. - uśmiechnęłam się do niego
-No jasne.. - odparł i wrócił do patrzenia przed siebie
-O czym tak myślałeś? - zapytałam stając przed nim i podnosząc głowę do góry, żeby móc mu spojrzeć w oczy
-O tym napisie, który przetłumaczył Kasper. - powiedział, patrząc na mnie.
-Tym o poświęceniu kogoś na końcu wędrówki?
-Tak.. - jego spojrzenie już przestało być radosne - Jeżeli będzie kogoś trzeba poświęcić.. Na pewno nie będziesz to ty rozumiesz? - położył dłonie na moich policzkach
-Ani ty. - oparłam się o jego klatkę piersiową
-Jeżeli będę..
-Przestań. - uderzyłam go lekko w brzuch - Nie będziesz to ty, ani ja. Kaspra też nikomu nie oddamy.
-A co jeśli napis mówi prawdę? - podniósł moją głowę - Co jeżeli.. na prawdę będzie trzeba kogoś poświęcić? Nie mogę zrobić tego Kasprowi i odebrać mu życie.
-A co ze mną? - spojrzałam na niego smutnym wzrokiem
-Poradzisz sobie jakoś beze mnie. - odparł
Na chwilę zamilkłam. Zachciało mi się płakać.
-Możemy o tym teraz nie rozmawiać i iść spakować potrzebne rzeczy? - zapytał
-Tak ale.. - odeszłam od niego o krok - Wiedz, że.., że.. odbierając życie sobie odbierzesz je także mnie? - po poliku spłynęła mi pierwsza łza
-Dlaczego tak twierdzisz? - podszedł i wierzchem swojej dłoni otarł moją łzę
-Jesteś dla mnie wszystkim.. nie mogę.. nie chcę żyć bez Ciebie rozumiesz? - spojrzałam w jego zielone oczy
-Rozumiem.. - przytulił mnie - W takim razie musimy znaleźć jeszcze kogoś do naszej wędrówki..
-Jako ofiarę? - zapytałam
-Tak.. Jako ofiarę..
Dalszą część drogi do chatki przeszliśmy dyskutując o tym kogo można byłoby zabrać. W końcu zdecydowaliśmy, że będzie to Jackob. Miejscowy alkoholik, któremu nic w życiu nie wyszło i zostało mu tylko przesiadywanie w karczmach i picie trunków.
-Jak go skłonimy do tego, żeby z nami szedł? - zapytałam otwierając drzwi do chatki
-On i tak już nie ma nic do stracenia. Powiem mu, że dostanie część łupu ze skarbu i na pewno się zgodzi. - odparł David wchodząc za mną
Usiadłam na kanapie i głęboko odetchnęłam.
-A co jak na końcu nic nie będzie? - spojrzałam w sufit
-Myślisz, że taki podbóg dałby Ci mapę na której końcu nic by nie było?
-Kto go tam wie.. Może chciał zrobić mi tylko nadzieję, że coś tam znajdę.
-Zobaczymy jak tam dotrzemy. - podszedł do mnie i pocałował w czoło - Na razie trzeba się spakować. - odparł i ruszył w stronę mojego pokoju
Kilka minut później byliśmy spakowani i gotowi na wyprawę, która może odmienić nasze życie bądź nic nie zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz