Była ciemna letnia noc. Życie miasta znikło już dawno, a na ulicach nie było śladu żywej duszy. Tylko ona jedna. Dziewczyna o długich włosach koloru krwi i dość chudej ale bardzo pięknej twarzy. Krótka karmazynowa spódnica spięta dwiema srebrnymi klamrami po boku idealnie grała z jej czarnymi długimi rękawiczkami. Dziewczyna powoli zbliżała się do głównego placu miasta. Nie uśmiechała się a jej oczy czerwone były spowite mgłą. Miała już dość życia, jednego dnia straciła wszystko na czym jej zależało, jeden incydent zniszczył wszystkie jej marzenia przez co ona sama popadła w ruinę. Jednak tego dnia musiała wyjść ze swojego ciemnego pokoju. Nagle za rogu wyłoniła się nie wysoka brunetka o zielonych oczach, które było widać z oddali. Niebieska bluza którą miała tego dnia na sobie była perfekcyjnie dopasowane do jej słodkich pełnych policzków. Jej duże usta przyozdobione różową szminką mogłyby uwieść każdego mężczyznę. Dziewczyny szły ku sobie i spotkały się na środku placu.
- Nie sądziłam że jeszcze kiedyś będziesz chciała mnie zobaczyć Lily - powiedziała brunetka i przytuliła dziewczynę
- A ja nie myślałam, że zgodzisz się jeszcze raz ze mną spotkać - odparła oschle Lily
- Nadal jesteś zła za to co się stało?
- Nie, przeszło mi już. Po prostu był to dla mnie szok. - spojrzała w stronę czerwonego księżyca który rozświetlał miasto tej nocy.
- To dobrze już się bałam, że będziesz chciała mi coś zrobić. Kamień spadł mi z serca. - Brunetka odetchnęła z ulgą. - Więc po co chciałaś spotkać?
- Wiesz jaka jest dzisiejsza noc? - powoli ściągała rękawiczki z dłoni.
- Nie, ale zgaduje że zaraz mnie uświadomisz.
- Dzisiaj - nachyliła głowę do ucha dziewczyny - Jest dzień mojej zemsty. - polizała jej szyję i wbiła długie jak szpony paznokcie prosto w te kocie oczy. Zaczęła kręcić nimi i z uśmiechem obserwowała jak gałki oczne zaczynają tryskać krwią. Odstąpiła o krok a w tym czasie brunetka zaczęła opadać na ziemię.
- Co Ty mi zrobiłaś!? Jak mogłaś!? - zaczęła szukać rękami po kostce za Lily. Jej twarz wyglądała jakby płakała krwawymi łzami.
- Teraz poczujesz to co ja - wbiła jej obcas w kręgosłup - I tak Ty nie potrafisz zrozumieć co czuję. Jesteś zwykłą suką, która nic nie widzi.
- A co mam widzieć?! - Krzyk rozległ się na całe miast. - Zabawił się tobą i zostawił jak starą zabawkę. Teraz jest mój!
- Zamknij się. - przebiła jej lewą nogę ostrym jak rapier obcasem. Usiadła na niej, zdjęła jej bluzę i zaczęła jeździć paznokciami po jej plecach. - powiedz mi chcesz jeszcze pożyć?
- Tak, proszę zostaw mnie. - szlochającym błagalnym głosem odpowiedziała.
- Posłuchaj mnie Ver. Nie będę Cię oszukiwać. Dzisiaj zginiesz - Paznokcie dziewczyny powoli przebijały skórę na plecach Ver. Dziewczyna szarpała się i kręciła jak tylko mogła ale nic jej to nie dało. W końcu Lily przebiła żyły na rękach oraz doszła do serca i płuc. - cóż to już koniec. - przebiła płuca i serce. Fala krwi wytrysła na dziewczynę. Ona niczym się nie przejęła, wstała, założyła rękawiczki i z szerokim uśmiechem wróciła w mrok. Ver wydawała z siebie ostatnie odgłosy i na koniec przeklęła Lily.
- Zginiesz suko...... zapłacisz za to.....
- Nie sądziłam że jeszcze kiedyś będziesz chciała mnie zobaczyć Lily - powiedziała brunetka i przytuliła dziewczynę
- A ja nie myślałam, że zgodzisz się jeszcze raz ze mną spotkać - odparła oschle Lily
- Nadal jesteś zła za to co się stało?
- Nie, przeszło mi już. Po prostu był to dla mnie szok. - spojrzała w stronę czerwonego księżyca który rozświetlał miasto tej nocy.
- To dobrze już się bałam, że będziesz chciała mi coś zrobić. Kamień spadł mi z serca. - Brunetka odetchnęła z ulgą. - Więc po co chciałaś spotkać?
- Wiesz jaka jest dzisiejsza noc? - powoli ściągała rękawiczki z dłoni.
- Nie, ale zgaduje że zaraz mnie uświadomisz.
- Dzisiaj - nachyliła głowę do ucha dziewczyny - Jest dzień mojej zemsty. - polizała jej szyję i wbiła długie jak szpony paznokcie prosto w te kocie oczy. Zaczęła kręcić nimi i z uśmiechem obserwowała jak gałki oczne zaczynają tryskać krwią. Odstąpiła o krok a w tym czasie brunetka zaczęła opadać na ziemię.
- Co Ty mi zrobiłaś!? Jak mogłaś!? - zaczęła szukać rękami po kostce za Lily. Jej twarz wyglądała jakby płakała krwawymi łzami.
- Teraz poczujesz to co ja - wbiła jej obcas w kręgosłup - I tak Ty nie potrafisz zrozumieć co czuję. Jesteś zwykłą suką, która nic nie widzi.
- A co mam widzieć?! - Krzyk rozległ się na całe miast. - Zabawił się tobą i zostawił jak starą zabawkę. Teraz jest mój!
- Zamknij się. - przebiła jej lewą nogę ostrym jak rapier obcasem. Usiadła na niej, zdjęła jej bluzę i zaczęła jeździć paznokciami po jej plecach. - powiedz mi chcesz jeszcze pożyć?
- Tak, proszę zostaw mnie. - szlochającym błagalnym głosem odpowiedziała.
- Posłuchaj mnie Ver. Nie będę Cię oszukiwać. Dzisiaj zginiesz - Paznokcie dziewczyny powoli przebijały skórę na plecach Ver. Dziewczyna szarpała się i kręciła jak tylko mogła ale nic jej to nie dało. W końcu Lily przebiła żyły na rękach oraz doszła do serca i płuc. - cóż to już koniec. - przebiła płuca i serce. Fala krwi wytrysła na dziewczynę. Ona niczym się nie przejęła, wstała, założyła rękawiczki i z szerokim uśmiechem wróciła w mrok. Ver wydawała z siebie ostatnie odgłosy i na koniec przeklęła Lily.
- Zginiesz suko...... zapłacisz za to.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz