środa, 11 stycznia 2017

Święte dziecko 7

Obudziły mnie szepty i głośny dźwięk tłukących się kół o kamienistą ścieżkę. Otworzyłam oczy i tak jak wyczułam siedziałam w jakimś wozie. Ręce i nogi miałam dość mocno związane sznurami. Oprócz mnie był tu David, Kasper i jeszcze jeden mężczyzna, lecz on nadal był nieprzytomny.
-Nic Ci nie jest? - zapytał David spoglądając na mnie
-Nie.. wszystko w porządku. A u was? - zapytałam
-Świetnie. - powiedział ironicznie Kasper - Bawię się lepiej niż na niejednych moich wakacjach.
-Widzieliście kogoś? - dopytywałam chłopaków
-Nie.. słyszałem tylko damskie głosy. - odparł David
-Mam dziwne przeczucia.. - Kasper spojrzał na leżącego mężczyznę
Leżący na którego patrzył Kasper leżał obrócony w naszą stronę. Przyglądałam się jego twarzy. Przypominał mi kogoś. Poza tym.. po jego ubiorze można było stwierdzić, że nie jest to pierwszy lepszy mieszkaniec jakiegoś miasteczka. Jego ubranie zdobiły królewskie hafty a takie.. miała jedynie szlachta i rodziny królewskie.. Jedna rzecz mnie dziwiła. Na jego szyi wisiał naszyjnik na którym była zawieszka w kształcie jakiegoś ptaka. Możliwe, że był to orzeł. Zawieszka przypominała mi herb pewnego z rodu, który brutalnie wybito. Dzieci i matki palono żywcem a mężczyznom ucinano głowy, które potem zawieziono pod bramy jednego z największych królestw w naszej krainie. A za tym ludobójstwem stał jeden z mocarnych klanów który uważał, że to im należy się władza lecz przez ich brutalne czyny nikt nie wybierał ich na przywódców. Klan został klanem lecz później dwa królestwa złączyły siły i ich pokonano. Pojedyncze osoby zdołały się ocalić a dzieci oraz jakąś część kobiet wzięto i rozdzielono do dwóch królestw. Już nie pierwszy raz widziałam ten symbol. Zaciekawiło mnie skąd ten szlachcic może go mieć...
-Co do niego? - skierowałam wzrok na nieprzytomnego
-Nie.. znaczy.. Co do niego też, ale bardziej do tego kto mógł nam to zrobić. - oparł głowę o ścianę wozu i zamknął oczy
-Rose. - szepnęłam pod nosem - To była Rose. - powiedziałam głośniej
-Skąd wiesz? - zapytał David
-Gdy rozbiliśmy obóz.. Ona nagle gdzieś zniknęła. Postanowiłam się przejść w czasie gdy rozpalaliście ognisko. Widziałam ją nad jeziorem ale nie była sama.. Potem nagle zniknęła. Dziewczyna, która była z nią także wyparowała. Później, gdy spaliście.. poszłam nad jezioro. Koło mnie pojawiła się mgła przez którą nic nie widziałam. Usłyszałam jej śmiech. To na sto procent była Rose. Możecie mi wierzyć albo nie wierzyć ale ja swoje wiem.
-Wieżę Ci..Ale sądzisz, że.. miała jakiś plan aby nas gdzieś doprowadzić? Przecież mówiła.. mówiła, że pamięta wszystko z dzieciństwa... Nie rozumiem.- David spojrzał na mnie
-Pewnie kłamała, to pomogło jej w zrealizowaniu swojego planu. Teraz gdy o tym myślę, ona za szybko przywołałaby sobie dawne wspomnienia. A co jeżeli to nie ona? Co jeżeli to ty mylisz osoby? I tak.. Wydaje mi się że ma jakiś plan wobec nas. I dobrze jej to idzie...A my nie potrafimy jak na razie nic z tym zrobić - odparłam
-To niemożliwe, że mylę osoby.. Pamiętam ją.. - David zakrył twarz dłońmi i spuścił głowę w dół
Siedzieliśmy w ciszy. Stukot kół robił ogromny hałas lecz po jakimś czasie ucichł. Wjechaliśmy na inną ścieżkę i o wiele lepiej się jechało. Nagle poczułam jakiś dziwny zapach.
-Czujecie to? - zapytałam spoglądając to na David'a, to na Kaspra
-Poznaje ten zapach. - Kasper próbował się ruszyć lecz zapomniał iż ma związane nogi - Jesteśmy niedaleko Śnieżnego Królestwa. Jadąc tym tempem powinniśmy być tam jutro z rana.
-Po co ona wiezie nas w tamtym kierunku? - zapytałam
-Nie wiem.. Może, może zawarła układ z Księżną.
-Jaki układ? - zapytałam zaciekawiona
-Zastanów się. Dlaczego miałaby porwać naszą trójkę. Nie wliczając tego typa co leży nieprzytomny. - Kasper spojrzał na mnie z uśmiechem
-Żeby znaleźć kandydata.. - zaczęłam
-Tak, kandydata na męża dla swej córki. - dokończył Kasper - Na Twoim miejscu bym się bał. - powiedział patrząc na mnie z uśmiechem na ustach
-Dlaczego na moim miejscu? - zdziwiłam się
-Bałbym się o niego. - obrócił się w kierunku David'a
Właśnie zrozumiałam, że mogę go stracić. Nie mogłabym się sprzeciwić Księżnej bo pewnie od razu kazałaby ściąć mi głowę a potem nabić ją na pal, a ludzie w miasteczku gadaliby o tym jaka to była głupia dziewczyna, że się Księżnej sprzeciwiła. Nie mogłam pozwolić na to abyśmy dotarli do miasta.
-Kasper.. Ale przecież wspominałeś, że masz dobry układ z Księżną i nas bez problemu przepuści przez miasto. - powiedziałam
-Tak, ale.. jeżeli jest aż tak zdesperowana, że rozsyła zlecenia nawet zabójcom to nie wiem czy nam się uda. - Kasper spojrzał na mnie smutnym wzrokiem - Przykro mi..
Znów w wozie nastała cisza. Próbowałam poluźnić węzły lecz nic nie mogłam zrobić. Były zbyt ciasno związane. Na nogach oprócz tego mieliśmy przykute ciężkie, metalowe kule aby nam do głowy nie wpadło gdziekolwiek się ruszyć z miejsca. Przez niewielkie kraty w drzwiach wozu widziałam zachodzące słońce.
-Rano powinniśmy tam być? - zapytałam dla pewności Kaspra
-Ewentualnie wieczorem.. Zależy jak szybko będzie jechać powóz. To coś co go ciągnie musi mieć niezłą siłę, nie mieliśmy jeszcze żadnego postoju.
-Dziwne.. - stwierdziłam, a mój wzrok nadal był utkwiony w krajobrazie za kratkami
W wozie znów zapadła cisza. Kasper tak jak i ja, oraz David próbował rozwiązać węzły. Kasper nagle zaczął szeptać coś pod nosem i w dziwny sposób jego węzły zaczęły same się rozluźniać.
-Nareszcie! - wyszeptał podekscytowany
Zaczął odrzucać sznurki na bok i już o własnych siłach rozwiązał sznury na nogach. Podbiegł do mnie i odwiązał węzły z moich rąk a potem w następnej kolejności rozwiązał David'a.
-Jego też? - zapytał patrząc na nadal nieprzytomnego mężczyznę
-Tak, możesz go odwiązać. - odparłam a ten zrobił co postanowił i zdjął węzły z mężczyzny
Nasza trójka stała pod ścianą na przeciwko drzwi wozu. Kasper stwierdził, że rzuci jakieś zaklęcie i wyważy drzwi lecz czekał na idealny moment.
-To co? Na trzy? - zapytał z uśmiechem na ustach a my z David'em zaczęliśmy odliczać.
Raaz...
Dwaa...
I.. trzy..?
Nagle powóz zatrzymał się a my przewróciliśmy się na podłogę.
-Co się stało? - zapytałam
-Nie wiem.. może robią postój? - odparł David
-Cii! - uciszył nas Kasper
Mag wstał i podszedł do ściany, przyłożył głowę i zaczął słuchać. W pewnym momencie dobiegł do nas głośny łomot, jakby stado wielkich stworzeń biegło w naszą stronę. Byli dość blisko i niespodziewanie wszytko ucichło. Pierwszy przemówił jakiś mężczyzna.
-Co trzymacie w tym wozie? - zapytał niskim tonem
-Kilka ubrań i towar na handel. - odparł nieznany mi kobiecy głos
-Nie musicie się martwić. - To Rose, teraz byłam pewna, że to ona nas porwała
-W takim razie chyba nie macie nic przeciwko, abyśmy sprawdzili? - zapytał zbliżając się do drzwiczek wozu
-N-nie ma sprawy... - powiedziała druga dziewczyna
Mężczyzna zszedł ze swojego wierzchowca i podszedł do wozu. Widziałam jego głowę przez kratki w drewnianych drzwiach.
-Mam nadzieję, że wóz jest całkowicie normalny.. - rzekł, stojąc przy drzwiach
-A czy my wyglądamy Panu na magów? - zaśmiała się Rose
Mężczyzna otworzył zamek i z głośnym skrzypnięciem uchylił drzwi wozu. Patrzył się prosto na nas lecz nie odezwał się ani słowem. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Macie szczęście panienki. - powiedział i zamknął drzwi
My staliśmy w bezruchu. Nie zbyt wiedziałam, co właśnie się stało.
-Nie.. widział nas? - zapytałam po krótkiej chwili
-Najwidoczniej nie. - odparł Kasper
-Ale.. Jak to możliwe? - podeszłam do drzwiczek i lekko nimi szarpnęłam, tak jak się obawiałam nic się nie stało
-Wóz musi być zaklęty. - powiedział David
-To jest bardzo prawdopodobne.
W tym czasie kiedy próbowaliśmy odnaleźć zaklęcie aby przełamać czar rzucony na wóz, mężczyzna i jego pomagierzy rozmawiali z dziewczynami. Ten, który sprawdzał wóz wydał rozkaz i on z pozostałymi zaczęli odjeżdżać.
-Kasper pośpiesz się! - pospieszałam go
-Mam! - krzyknął podnosząc się z ziemi
Wymachując ręką szeptał jakieś zaklęcie pod nosem. Jego dłoń zaczęła się świecić na niebiesko a po chwili wydobył się z niej niebieski promień, który uderzył w drzwiczki wywarzając je, robiąc przy tym duży hałas. Miałam właśnie wybiec z wozu gdy nagle moją drogę zastawiła białowłosa dziewczyna.
-Nigdzie się stąd nie ruszycie. - powiedziała suchym głosem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz