niedziela, 15 stycznia 2017

Święte dziecko 9

Niedźwiedzie na których jechaliśmy nagle zaczęły szaleć. Skakały na boki i przewracały się. Jakby je wszystkie naraz coś napadło. Tylko niedźwiedź Shay'a zachował spokój. Zwierzę, na którym siedziałam ja z David'em stanęło na dwie łapy. Zdążyliśmy z niego zeskoczyć zanim zmiażdżył by nas swym ciężarem, przewracając się na plecy.
-Co się z nimi dzieje? - zapytałam
-Oszalały... - szepnął pod nosem David
Niedźwiedzie nas nie atakowały.. tylko.. dalej dziczały. Po chwili jednak wszystkie stanęły w miejscu, w bezruchu.. jakby ktoś je zamroził.
Do moich uszu, z każdej strony mrocznego lasu dobiegła mnie cicha melodia. Była spokojna i kojąca. Grana była na flecie. Kiedyś tatuś jak byłam młodsza grał mi na dobranoc takie melodie. Miałam ochotę zamknąć oczy i pogrążyć się w śnie. Najwidoczniej nie byłam sama.
Padł jeden z rycerzy, a za nim kolejny. Spojrzałam na David'a. Miał zamknięte oczy i po chwili również opadł na ziemię jak ścięte drzewo. Uklękłam przy nim i próbowałam go obudzić. Nic z tego. Spał jak zabity. Zatkałam sobie uszy aby grana przez kogoś melodia nie powaliła mnie z nóg. Nawet dowódca zjechał ze swojego niedźwiedzia lecz ten jednak nadal się trzymał. Rozejrzałam się. Wszyscy leżeli jak trupy. Wiedziałam, że będę następna. Ręce przyciskałam tak mocno do uszu aby żaden dźwięk się do niech nie dostał. Jedyne co słyszałam to przyśpieszone bicie mojego serduszka. Klęcząc przy chłopaku, zamknęłam oczy i czekałam. Tylko... na co? Aż ktoś przyjdzie i utnie mi głowę a potem pozabija wszystkich? Nie, tak nie może być. Otworzyłam oczy i wstałam. Wybrałam sobie idealny moment.
Z lasu, okrytego ciemnością i mrokiem wyłoniła się jakaś postać. Gdy stanął w świetle księżyca dostrzegłam jego pełną posturę. Tak jak myślałam.. Trzymał flet w ręku. Powiedział coś lecz nie słyszałam. Odkryłam uczy i pierwsze co usłyszałam to szelest za plecami. Odruchowo obróciłam się na pięcie. Flecista nie był sam. Było ich troje.
Zawsze mnie zadziwiali. Byłam strasznie ciekawa jak to możliwe, że powstali. Jednak nigdy nie miałam czasu aby zagłębić się w ich historię powstania. Wiem tylko tyle, że z początku ludzie i inne rasy nie potrafiły ich określić. Byli odsunięci na bok. Nie byli to ani w pełni ludzie, ani zwierzęta. Pewien myśliciel się nimi zaciekawił i dał im jedno określenie, którego używa się do dziś i już zostanie na zawsze. Brzmi ono.. Centaury. W połowie człowiek, w połowie koń, lub coś innego co ma cztery nogi i kopyta.
Pierwszy którego ujrzałam, ten który trzymał flet w ręku, z ich czwórki wyglądał inaczej niż tamci.. Był taki.. zwyczajny. Człowiecza część ciała, czyli klatka piersiowa oraz ręce u nich wszystkich były nagie, oprócz jednego, który miał na sobie zbroje. Jego włosy był ciemnobrązowe, a na lewej stronie klatki piersiowej widniała świeża rana, z której jeszcze sączyła się krew. Końska część była srokata. Ciemnobrązowy z białymi łatami, oraz ciemny jak dzisiejsza noc, ogon sięgający aż do ziemi. Nad każdym z kopyt widniały coś w rodzaju owijek lecz były wykonane ze stali.
Najstarszy z nich, to właśnie ten w zbroi. Jego włosy oraz umaszczenie było siwe lecz na tylnych nogach, gdzie nie gdzie można było dostrzec białe plamy. Przez jego lewe oko przechodziła blizna, a jego ogon, był ścięty w połowie.
Ten ostatni jeszcze bardziej się wyróżniał. Nie był zwykłym człowiekiem lecz elfem. Był biały a włosy oraz ogon w kolorze jasnego blondu. Jego pas zdobiła złota przepaska, która na środku miała ogromny, niebieski kryształ. Ogon miał spleciony w warkocz, który opadał bezwładnie na ziemię. Tylko u niego zauważyłam wystające podkowy, które również był złote.
Stałam i przyglądałam się im, nic się nie odzywając. W końcu brunet przemówił jako pierwszy..
-Dlaczego na Ciebie nie zadziałała ta melodia.. - podszedł bliżej mnie, okrążył i zatrzymał się wśród pozostałej dwójki
-Może ma zaklęcie obronne? - zaproponował ten z elfimi uszami
-W każdym bądź razie i tak pójdzie z nami. - parsknął najstarszy
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Cała trójka stała i przyglądała się mi a ja przyglądałam się im.
-Możecie mi wyjaśnić o co tutaj chodzi? Dlaczego nas napadliście? - zapytałam po chwili ciszy
-Może zacznijmy od wyjaśnienia kilku spraw. Po pierwsze nikt was nie napadł moja droga damo. - powiedział brunet - Po drugie, nie mamy złych zamiarów, a po trzecie miło byłoby się najpierw przedstawić - uśmiechnął się - Jestem Kardius, najmłodszy z braci Retar. Ten blondaś to Thados a ten bardzo miły pan w zbroi to nasz najstarszy brat Elder. - uśmiechnął się do brata lecz ten tylko prychnął - A panienka jak ma na imię? - zapytał patrząc na mnie
-Alex.. - odparłam
Nie chciałam stawiać im oporu. Nie wydawali się na groźnych ani na takich którzy chcieliby nas skrzywdzić. Postanowiłam, że pójdę z nimi. I tak nie miałam innego wyjścia.
-No dobra.. Kardius jako iż ty ich uśpiłeś to musisz zrobić z nimi porządek. - powiedział najstarszy z braci i ruszył ścieżką w stronę, którą zmierzałam razem z Gwardią, w stronę Królestwa
-Jasne braciszku. - brunet odparł do niego z radością po czym zaczął grać jakąś melodie na flecie, nie trwało to może minuty a wszyscy co byli pogrążeni we śnie, oraz niedźwiedzie ruszyli za Elder'em, a on jechał zaraz za nimi wszystkimi, patrzyłam na David'a.. było mi go żal, oraz czułam poczucie winy z tego powodu iż nie mogę mu w żaden sposób pomóc.
-Mogę wiedzieć gdzie ich zabieracie? - zapytałam
-Do Królestwa. - odparł blondyn
-To dobrze.. My też właśnie tam podążaliśmy. - odetchnęłam z ulgą
-Wydaje mi się, że mówimy o innych Królestwach.. - powiedział z uśmiechem na ustach
Niedźwiedź Shay'a leżał na ziemi lecz gdy sam dowódca podniósł się, niedźwiedź poszedł za nim.
-Dziwne.. - powiedział elfi centaur
-Co takiego? - zapytałam
-Melodia znów na Ciebie nie działa, ani na tego niedźwiedzia. - spojrzał w kierunku maszerujących - Powiedz.. było rzucane na Ciebie jakieś zaklęcie? - zapytał
-Nie.. nie przypominam sobie. - odrzekłam
-Mhm.. - mruknął pod nosem i podszedł do młodszego brata, bynajmniej tak mi się wydaje, że Kardius był najmłodszy i coś do niego powiedział.. ten przestał na chwilę grać melodie po czym spojrzał na brata i się zaśmiał, następnie znów zaczął grać
Po jakimś czasie marszu byłam strasznie zmęczona. Właśnie mijaliśmy ogromny drogowskaz. Były na nim tabliczki i kierunki na wszystkie Królestwa oraz większe miasteczka. Dostrzegłam kierunek na Śnieżne królestwo. Niestety Centaury poszły gdzieś indziej. W przeciwna stronę. Do jakiejś Doliny.. za którą było Królestwo Sapes..
-Co to za Królestwo? - zapytałam
-Niezbyt popularne lecz mimo wszystko zostało okrzyknięte Królestwem. Żyjemy tam my, Centaury. - wyjaśnił mi Elder, nie przerywając marszu
Więc zapowiada się świetnie, już myślałam, że uda nam się bez problemu dotrzeć do Śnieżnego Królestwa lecz jak zawsze wszystko musiało się pokomplikować.
-Eh.. - westchnęłam i oparłam się głową o drewniany słup
-W porządku? - podszedł do mnie Kardius, zauważyłam, że nie trzyma fletu a muzyka dalej gra. - Thados przejął mój obowiązek, zmęczyło mnie to ciągłe granie. - zaśmiał się, a mój wzrok skierował się na jego ranę
-Krwawisz.. - powiedziałam dotykając krwi, po czym podbiegłam do maszerujących a centaur poszedł za mną, wyciągnęłam z torby Shay'a flakonik z wodą i polałam ją ranę bruneta, a następnie przetarłam ją kawałkiem ubrania, które od targałam od części jakiegoś koca, chciałam zawiązać ranę aby dalej nie krwawiła lecz nie mogłam dosięgnąć, Centaur był zbyt wyskoki
-Musisz zawiązać sobie sam.. - powiedziałam podając mu kawałek koca
-Dziękuję.. nie musiałaś. - odparł z uśmiechem na ustach - Wskakuj. - podał mi rękę i nadstawił grzbiet - Pewnie się zmęczyłaś, więc przyda Ci się przerwa
Złapałam za jego rękę i po chwili siedziałam na jego grzbiecie.
-Dziękuję.. - rzekłam i uśmiechnęłam się
Księżyc na niebie jak był, tak jest nadal. Zamknęłam oczy i oparłam się o plecy Centaura. Po chwili odpłynęłam w głębokim śnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz