piątek, 6 stycznia 2017

Święte dziecko 5

Wszyscy oprócz Jackoba.. Teraz zorientowałam się, że przecież David był cały czas ze mną i nie miał kiedy iść i zapytać mężczyznę o pomoc.
-Gdzie ten alkoholik, o którym wspominałeś? - jako pierwszy wspomniał o nim Kasper
-Zdecydowałem, że to jednak nie dobry pomysł aby go ze sobą zabierać. - odparł David - Człowiek nie jest mi niczego winny, poza tym.. nikt na niego w mieście nie narzeka więc nie widzę sensu.. Coś czuje, że tylko by nam przeszkadzał podczas podróży. - zaczął iść w stronę lasu
-Skoro tak uważasz.. - Kasper wzruszył ramionami i poszedł za David'em
Patrzyłam na nich jak powoli się oddalają. Rzuciłam okiem na moją chatkę. Jak wrócę przydałoby się ją jakoś odnowić. Mam dość nieprzespanych nocy przez wiatr który gra swoje melodie między szparami w ścianach oraz skrzypienia podłogi podczas najmniejszego kroku.
-Wrócę tu.. - szepnęłam do siebie pod nosem
-Może tak zaczęłybyśmy za nimi iść? - Rose spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, fałszywie...
-Jasne.. - odparłam przeciągając
-Więc w drogę. - dziewczyna spojrzała na mnie swoimi oczami i minęła mnie
Coś mi się w niej nie podobało. Jej spojrzenie.. nadal było takie samo jak podczas poprzedniej nocy gdy przystawiła mi nóż do gardła. Teraz nie byłam pewna czy to dobry pomysł aby brać ją ze sobą. No cóż.. trudno. Najwyżej wszyscy zginiemy.
Szybko dogoniłam pozostałych i można było uznać, że nadszedł początek naszej cudownej przygody. Bynajmniej tak myślę, że będzie cudowna.
-Kasper! - złapałam mężczyznę za ramie
-Tak? - obrócił się w moją stronę z lekkim zaskoczeniem i nie przerywając szedł dalej
-Mogę Cię o coś zapytać? - delikatnie się uśmiechnęłam
-Jasne, pytaj o co chcesz. - powiedział
-Jesteś magiem.. ale takim, że urodziłeś się z tym czy musiałeś spędzić lata nauki aby cokolwiek wyczarować? - zapytałam
-Urodziłem się z magią w ciele. Mój ojciec mówił, że posiadam niesamowity dar. Gdy byłem małym chłopczykiem biegałem z drewnianym patykiem wymachując nim i gadając co przyszło na język i tak właśnie udało mi się wyczarować pierwsze żywe stworzenie. Był to niedźwiedź ale nie do końca normalny. Umiał rozmawiać ludzkim głosem i ział ogniem. Lubiłem go i zaprzyjaźniłem się z nim. Nawet nadałem mu imię. - pochwalił się
-Czekaj niech zgadnę.. Miał na imię Puszek albo coś w tym rodzaju. - zaśmiał się David
-No coś ty. - Kasper wybuchnął śmiechem - Miał na imię Pan Mordoru. Przecież dla ziejącego ogniem niedźwiedzia nie pasuje imię Puszek.. - Kasper spojrzał na David'a, a później znów patrzył przed siebie - Więc.. Ojciec po czasie miał dość gaszenia pożarów po Panie Mordoru i nadal nie wiem jak ale pozbył się go. Mi wmówił, że odesłał go do innej krainy gdzie żyją właśnie takie stworzenia. Myśląc o tym teraz.. faktycznie jest to możliwe. Byłem mały więc nie przejmowałem się tym co się stało z moim misiem. Potem ojciec zaczął uczyć mnie magi. Wyprzedzając wasze pytania.. Tak mój ojciec też był magiem lecz on musiał uczyć się tego co potrafił a musicie mi uwierzyć.. Był niesamowity. Ponoć moja babka była czarodziejką i dzięki niej mam to co mam. Gdyby nie to.. nie wiem co bym ze sobą robił. Może też zostałbym zabójcą? - rzucił okiem na dziewczynę w czerwieni - Ale mimo to iż urodziłem się z magią w ręku i od dzieciaka potrafiłem dość nieźle czarować, pomoc ojca nie wystarczyła mi do osiągnięcia tego czego pragnąłem. W młodym wieku opuściłem rodzinę i powędrowałem do szkoły magi. Miałem dość po pierwszym tygodniu. Uczyli nas samych regułek i tłumaczyli jak małym dzieciom co to magia. Wypisałem się i szukałem pomocy gdzieś indziej. Mianowicie na północy. W lodowej krainie gdzie lód okrył wszystko, a śnieg mu w tym dopomógł. Tam mieszkali jedni z najlepszych magów. Z trudem przekonałem ich żeby mnie szkolili ale jakoś dałem radę. Potem przerwałem tam naukę z przykrych powodów.. - westchnął
-Jeżeli nie chcesz nie musisz nam o tym mówić. - dotknęłam jego ramienia
-Nie, to nic złego. Opowiadam tą historię nie pierwszy raz.. - kontynuował - Musiałem wrócić w rodzinne strony, dostałem wiadomość od matki, że ojciec zginął testując jedno z najbardziej zakazanych zaklęć. Ponoć chciał stworzyć nowy świat do którego w każdej chwili mógłby się przenieść i władać nim jak chciał, decydować o czasie i porach roku, o życiu każdego kto w nim by przebywał.
-To byłoby niesamowite gdyby mu się udało. - stwierdził David
-Tak. Byłoby. Ale do tej pory jest tylko jedna osoba której się to udało. Niesamowity, wszechmocny mag Sharkan. To on udowodnił, że magia jest najsilniejsza i bez niej nic by nie istniało.
-Jeszcze powiedz mi, że ma brodę i wielki kapelusz. - zaśmiałam się
-To, że jest stary nie znaczy że od razu musisz porównywać go do Gandalfa. - oburzył się Kasper
-I co zrobiłeś potem o wszechmocny Kasprze? - zapytał, śmiejąc się David
-Zacząłem podróżować i trafiłem na Ciebie alkoholiku. - zadrwił z niego Kasper
-Nie byłem wtedy pijany. - oburzył się David
-Jasne, możesz tak mówić, ale ja wiem swoje. - Kasper machnął swoją różdżką i obok nas pojawiła się mała chmurka z której prosto na David'a zaczął padać deszcz - Masz za kłamstwa.
-Nie kłamię. - po tych słowach z chmurki wydobył się mały piorun który uderzył David'a w ramię - Jezu a to za co?
-Ta chmurka wykrywa twoje kłamstwa. Jeżeli powiesz prawdę w końcu chmurka zniknie. - Kasper uśmiechnął się pod nosem - Teraz możecie go pytać o co chcecie.
Z chmurki zaczęło padać coraz mocniej. Stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobić.
-Czy historia którą mi opowiedziałeś była prawdziwa? - nagle ku zdziwieniu wszystkim odezwała się Rose, która od początku podróży nie odezwała się ani słowem
-Tak. Przecież mówiłaś, że pamiętasz. - odrzekł David
-Wolałam się upewnić - powiedziała i znów zamilkła
-Alex.. pomożesz? - spojrzał w moją stronę
Zaczęłam zadawać David'owi proste pytania na które każdy znał odpowiedź i po jakimś czasie chmurka nad jego głową zniknęła. Za to on.. był trochę przemoknięty.
Dzień mijał coraz szybciej a my byliśmy coraz dalej od domu. Słońce prawie już zaszło za horyzont i w lesie zrobiło się ciemno. Byliśmy właśnie na niewielkiej polanie obok jakiegoś jeziora. Powili w tafli wody widać było odbijające się gwizdy na ciemnym niebie. David z Kasprem rozpalili ognisko i zaczęli przyrządzać kolację. Postanowiłam się przejść. Zastanawiałam się gdzie w tej chwili jest Rose. Odkąd pojawiliśmy się na polanie nie widziałam jej. Nie poinformowała mnie ani nikogo, że gdzieś idzie. Zaczęłam zbliżać się do jeziora. Po chwili jednak moje nogi odmówiły posłuszeństwa i stałam jak wryta, przyglądając się temu co właśnie się wydarzyło.
Nad jeziorem stała Rose.. ale nie była sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz