-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam go po cichu aby nikt nie usłyszał naszej rozmowy
-A dlaczego miałbym tego nie zrobić? Każdy miał go dość. - odparł szeptem
Spojrzałam na niego wrogo. Dobrze wiedział, że gdyby ktoś się dowiedział, że to on przyczynił się do śmierci Peter'a miałby przechlapane. To, że jest elfem ze szlacheckiego rodu i że ma super umiejętności w walce, nie zwalnia go z normalnych praw. Zwłaszcza, że to nie pierwszy raz kiedy kogoś zabił. Dobrze, że jego ojciec jest ważą osobą dla naszego królestwa i uszło mu to płazem. Na szczęście tym razem jeszcze nie wiedzą kto to zrobił.
-Słuchaj.. - zatrzymałam się - Wiesz przecież.. że ja bez Ciebie nie dam sobie rady - popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem
-Wiem skarbie. - podszedł i pocałował mnie w czoło - Ale tym razem zadbałem o wszystko. Nikt nie dowie się, że to ja zabiłem Peter'a. Sprawa w końcu zamilknie i znowu będzie spokój.
-Mam nadzieję. - westchnęłam, nakładając kaptur na głowę - Chodź.. Pokażę Ci coś. - chwyciłam go za rękę i zaczęłam biec w stronę lasu
Zaprowadziłam go do jaskini w której bardzo lubiłam przesiadywać w wolnym czasie. Niedaleko było jezioro które było widać doskonale z jaskini i dość często przychodziły tam różne stworzenia. Miałam dużo czasu aby im się dokładnie przyjrzeć i opisać każde z kolei,
-Więc co mi chcesz pokazać? - zapytał
-Gdy ostatnio zasnęłam w tym miejscu coś mnie w nocy obudziło. Chodziło na zewnątrz. Było ogromne i widziałam to pierwszy raz. - zaczęłam opowiadać
-Co to było?
-Przypominało człowieka zaklętego w drzewo. Jego wnętrze żarzyło się lekkim płomieniem. Przyszedł, a za nim przybiegły inne zwierzęta. Wyszłam z jaskini i patrzyłam na niego. On usiadł nad jeziorem i spoglądał w tafle wody. W końcu po czasie dostrzegł mnie i wstał. Zaczął iść w moim kierunku. Nawet nie wiesz jak bardzo się wtedy wystraszyłam. Wbiegłam w głąb jaskini a on był już tuż tuż. W końcu stał pod samą jaskinią i patrzył się w jej głąb, prosto na mnie. Wiesz co potem się stało?
-Co takiego? - zapytał siadając na kamieniu przede mną
-Przemówił do mnie.
-Nie śniło Ci się to przypadkiem? - zaśmiał się
-Nie, on i nasza rozmowa.. to było prawdziwe. Tak jak ja i ty. Też jesteśmy prawdziwi. Ale skoro nie wierzysz to mam coś na dowód. - podeszłam do wnęki w skale i wyjęłam z niej starą skrzynię.
-Skąd to masz? - zaciekawił się i podszedł do mnie łapiąc za skrzynie
-Dał mi ją. - oznajmiłam go
-To drzewo podobne coś? - spojrzał na mnie zaciekawiony
-Tak, i on ma imię. Jest ono szyfrem do tej skrzyni.
-Jak ma na imię?
-Nie powiem. - uśmiechnęłam się do niego
-Dlaczego?.. - zasmucił się
-Ktoś tu nie był grzeczny, więc nie będzie nagrody. - powiedziałam
-Przecież nic nie zrobiłem. - oburzył się
-Mhhmm.. Nic powiadasz? A mam Ci coś przypomnieć? - podeszłam bliżej i spojrzałam się na niego
-Niby co takiego chcesz mi wypominać? - wstał i stanął na przeciwko mnie, bardzo blisko, patrzył na mnie z góry bo był dość wyższy
-Więc tak.. Pamiętasz jak kiedyś umówiliśmy się na spotkanie? - zaczęłam
-Jejciu przepraszam.. już nie będę się więcej spóźniać.
-No mam nadzieję. - zaśmiałam się a chwilkę później pocałowałam go
-To mogę wiedzieć jaki jest szyfr? Proszę.. - uroczo poprosił
-K-U-Z-O
-Kuzo? - zapytał
-Tak. Kuzo - kiwnęłam głową
-To imię.. kojarzy mi się z czymś, gdzieś chyba o nim słyszałem.. - siadł z powrotem na kamieniu i patrzył się w zamknięta skrzynie - Już wiem! To imię jednego z pod bogów. Zajmują się rzeczami którymi bogowie nie chcą się zajmować.
-Na przykład czym?
-Pomyślmy.. Twój ,,Kuzo,, jest pod bogiem jednego z bogów śmierci. Zajmuję się spalaniem martwych ciał. Dlatego w jego ciele ciągle płonie ogień. Teraz wszystko ma sens.. - zaczął przekręcać tabliczki na skrzyni aż w końcu ułożył K-U-Z-O i otworzył skrzynię - Mapa?
-Tak.. nie wiem gdzie prowadzi. Nie chciałam iść sama.
-Gdybyś poszła sama nic mi nie mówiąc..
-Tak wiem, byłbyś potem zły na cały świat i zaczął byś mnie szukać gdybym zniknęła. - przerwałam mu
-Dokładnie. - kiwnął głową patrząc na mapę - Co to za znaki? O tu w rogu. - wskazał na dziwne obrazki na dole mapy
-Nie wiem.. Nie potrafię ich rozszyfrować. - usiadłam obok niego
-Wiem kto mógłby nam z tym pomóc.
-Kto?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedzieliśmy w bibliotece i czekaliśmy na.. na nie wiem kogo bo David nie chciał mi nic powiedzieć. Kazał mi siedzieć cicho i czekać. Zaczęłam bujać się na krześle.
-Długo jeszcze mam czekać? - zapytałam przestrzeni
-Nie. - zza regału książek wyszedł David a za nim jakiś typek... wyglądał znajomo
-Nareszcie. - opuściłam krzesło i siadłam wyprostowana w oczekiwaniu na jakieś ciekawe informacje
-Więc to jest Kasper. Mój znajomy który zajmuje się językoznawstwem od kilku lat. Pomoże nam przetłumaczyć ten napis który widnieje na mapie.
-Mogę zobaczyć tą mapę - zapytał Kasper
-Tak jasne. - podsunęłam mu ją bliżej.
Przez dłuższy czas siedzieliśmy w ciszy i patrzyliśmy jak ten śmieszny człowieczek przewraca kartki w swoim notatniku.
-To stary język rodu ogrów. Mapa też jest bardzo stara. To cud, że jeszcze się nie rozsypała i nie zmieniła w proch.
-Co oznacza ten napis? - zapytałam wskazując na napis pod rysunkiem
-,,Gdy wędrówki koniec dobiegnie czas, poświecić się będzie musiało jedno z was,,
-Co to może znaczyć? - zapytałam
-Pewnie jakieś bzdury które i tak są mitem. Zakładam, że na końcu i tak nic nie będzie. - oznajmił David
-Mogę o coś zapytać? - wtrącił Kasper - Jako mag mogę wam pomóc w czasie podróży. Oczywiście jeżeli chcecie.
-Jasne. Zawsze może się nam ktoś przydać. - powiedziałam a David potwierdził moje słowa kiwnięciem głowy
-To dobrze... - zamilkł na chwilkę - Czy mógłbym wziąć ze sobą tą mapę? Coś może się za nią kryć.. i jeszcze sprawdzę w księgach czy dobrze zrozumiałem napis.
-Nie widzę w tym problemu. - David podszedł do niego i poklepał go po ramieniu - Dziękuję Ci.
-To kiedy wyruszamy? - zapytałam
-Jutro z samego rana. - David podniósł głowę i spojrzał na mnie
-Pójdę się przyszykować. - wstałam od stołu i ruszyłam w stronę wyjścia
-Zaczekaj! Pójdę z Tobą. - David ruszył za mną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
❤
OdpowiedzUsuń^^
Usuń