Jedna z osób patrzyła w moim kierunku. Niewielka postura dowodziła na to, że jest to kobieta. Biel włosów jako jedyna wyróżniała się z ciemnego odzienia. Kaptur narzucał na jej twarz cień przez co trudniej było mi dostrzec rysy twarzy. Byłam lekko spanikowana, nie wiedziałam czy mam udać, że ich nie widzę i wrócić czy pozostać w miejscu. Białowłosa dziewczyna spoglądała w moją stronę. Po chwili Rose także się obróciła. Obie stały i przyglądały się mi tak jak ja im. Usłyszałam szelest za plecami i odruchowo się odwróciłam. Zza zarośli wyszedł nieduży króliczek lecz widząc mnie, z powrotem czmychnął w ciemny las. Spojrzałam w stronę jeziora. Nie było ani Rose, ani tej drugiej dziewczyny. Zastanawiałam się czy powiedzieć o tym David'owi oraz Kasprowi ale stwierdziłam, że może na razie zachowam to dla siebie.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam do ciepłego ogniska. David i Kasper coś jedli.
-Chcesz trochę? - zapytał David patrząc jak zbliżam się do ogniska i drewnianego pniaka, na którym usiadałam
-Dzięki, nie jestem głodna. - odparłam patrząc w ogień, po chwili zapytałam - Widzieliście Rose?
-Nie - odparli obaj chórkiem
-Może postanowiła nas zostawić, albo czai się gdzieś w krzakach żeby nas zabić z zaskoczenia jak ninja a potem zje nasze mięso sama i nikomu nie da. - dodał Kasper
-Nie oddam mojego mięsa. - stwierdził David robiąc porządny gryz
-A tak w ogóle.. skąd macie to mięso? - zapytałam
-Gdy byliśmy zebrać drzewo na rozpalenie ogniska, w towarzystwie kilku niedużych.. - zaczął Kasper
-Dość dużych... - wtrącił David
-No nie przesadzaj.. nie były takie duże.. - odparł mag
-Były. - uparł się elf
-Nie były.
Cudownie.. teraz będą się kłócić o coś co nie ma znaczenia. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i wysłuchiwałam ich kłótni.
-Ty chyba nie widziałeś jak wyglądają, jak są duże. - oburzył się Kasper
-Może i nie widziałem, ale te na pewno nie były małe. - David stał przy swoim
-Dobra mniejsza o to jakie one były. Kontynuując.. wśród dużych, niedużych samców rysiów, leżało stado saren. Stwierdziliśmy obaj, że z chęcią zjadłoby się coś pieczonego na ogniu i tak oto właśnie jemy jedną z saren.
-I szczerze muszę przyznać, że jest pyszna. - odparł David
-To może jak przystało na dobre ognisko, ktoś opowie jakąś historie? - zaproponowałam
Kasper i David obrzucili się spojrzeniami. Nastała cisza a oni nadal patrzyli się sobie w oczy. Kasper mrugnął na co David z radością krzyknął ,,Wygrałem!,,
-Więc chyba muszę wam coś moje drogie dzieci opowiedzieć... - oparł się jedną ręką o nogę i przybrał pozę starszego dziadka opowiadającego bajki małym dzieciakom - Było to daaawno.. dawnooo temu.. Ja wraz z .. - nagle przerwał mu szelest w krzakach
-Cicho. - szepnął David, podnosząc się i chwytając za miecz
Z krzaków nadal dobiegał ten szelest. David zrobił krok do przodu i zbliżył się do krzaków.
-Spokojnie chłopcze. - odezwał się dziwnie znajomy głos dochodzący z ciemności lasu
-Pokaż się, jeżeli nie chcesz aby stała Ci się krzywda... - David odparł stanowczo i wysunął miecz w kierunku zarośli
Ku mojemu zdziwieniu, jak i całej naszej trójki z krzaków wyszedł nie mężczyzna ani nie kobieta. Był to sporych rozmiarów wilk. W kłębie miał około półtorej metra. Jego sierść była brązowo-szara a oczy mieniły się jak krwawy księżyc. Gdy wilk stanął w świetle ognia na mojej twarzy zawitał uśmiech.
-Witaj Edwardzie. - powiedziałam ze spokojem w głosie
-Witaj Alex. - odparł donośnym głosem wilk
-Dobrze Cię widzieć Edwardzie. - David pogłaskał zwierzaka po głowie
Wilk podszedł bliżej ognia i położył się u moich stóp.
~Kim jest ten mężczyzna? ~ usłyszałam jego głos w głowie
~To Kasper, przyjaciel David'a. Nie zrobi nam krzywdy. Pomaga nam w odnalezieniu skarbu
David wrócił na swoje miejsce. Kasper przyglądał się Edwardowi.
-Mogę Cię o coś zapytać? - spojrzał prosto w oczy zwierzęcia, na co ono odkiwnęło głową - Byłeś człowiekiem prawda?
Właśnie zrozumiałam, że nigdy nie byłam ciekawa jak to możliwe, że Edward potrafi mówić.
-Tak, byłem. - odparł Edward
-Co się stało, że jesteś teraz pod tą postacią? - dopytywał Kasper
-Jako człowiek miałem wielu przyjaciół. Razem uczyliśmy się magi i świetnie się przy tym bawiliśmy. W wieku 16 lat chcieliśmy spróbować czegoś nowego, więc poszliśmy do czarownicy po ,,ciekawsze,, zaklęcia. Niestety nie zastaliśmy jej w chatce więc na własną rękę zaczęliśmy przeglądać księgi poniewierające się po podłodze oraz jakieś inne które stały na regałach. Gdy czarownica wróciła była wściekła na nas i chciała nas zabić od razu gdy się dowiedziała po co przyszliśmy lecz wymyśliła inną metodę kary, dała nam szanse na przeżycie i kazała nam wykonać jakieś zadania. Tym którym się nie udało spotkał zły los. Jednym z nich byłem ja. Czarownica kazała mi zabić niewinną osobę. Nie zrobiłem tego. Nie chciałem mieć kogoś na sumieniu. Za karę czarownica uwięziła mnie w ciele wilka. Tak już wędrowałem od kilku lat szukając pomocy w odczarowaniu. Niestety czar jest bardzo silny i nikt nie może mi pomóc. Kiedyś spotkałem Alex która okazała dobrego ducha w stosunku do mnie i przywiązałem się do niej. Od tamtej chwili staram się jak mogę żeby z głowy nie spadł jej ani jeden włos. - Edward odetchnął i spojrzał na mnie - Przepraszam, że ostatnio mnie nie było obok Ciebie ale musiałem coś sprawdzić.. - zniżył głowę i położył ją na wyciągniętych łapach
-Nic się nie stało. - pogłaskałam go
-Czy wiesz może, jakiego zaklęcia użyła czarownica? - po chwili namysłu Kasper wyciągnął ze swojej torby księgę, można było się domyślić, że jest to księga zaklęć
-Nie do końca.. Brzmiało śmiesznie.. Coś jak recensere...
Kasper zaczął kartkować swoją księgę.
-Masz rację.. Czar jest bardzo silny, lecz istnieje inne zaklęcie, które pozwoli Ci na zmianę w człowieka lecz nie na długo. Będziesz mógł się zmieniać co jakiś czas. - Kasper spojrzał na futrzaka
-Czy mógłbyś wykonać takie zaklęcie? - Edward poderwał się na cztery łapy
-Tak.. mógłbym.. Tak myślę. Tylko.. nie mam jednego składnika..
-Co to takiego? - zapytał wilk
-Owoc życia. - Kasper znów spojrzał w księgę - To jest główny i w sumie jedyny składnik jakiego potrzebuje.
-Zdobędę go. - Edward usiadł i patrzył na maga
-To jest raczej nie możliwe. Takie owoce życia dawno już nie istnieją. Chyba, że ktoś gdzieś przetrzymuje coś takiego ale to raczej nikłe szanse. - Kasper zamknął księgę i schował ją na jej miejsce
-Trudno... W tym ciele i tak nie jest tak źle. Zawsze mogłem dostać ciało żaby albo mrówki.. - zaśmiał się Edward, chociaż w jego głosie można było wyczuć smutek
Po niedługim czasie wszyscy zasnęliśmy.. Prawie wszyscy.. Leżałam i przyglądałam się żarzącym się patykom w ognisku. Drzewa dookoła nas szumiały a jezioro odbijało blask księżyca w swej tafli wody. Podniosłam się i zaczęłam iść w kierunku jeziora. Chłód jaki towarzyszył nocy opanował okolice jeziora. Zrobiło się na prawdę zimno, a na przestrzeni kilku metrów blisko mnie zaczęła unosić się mgła. Dość gęsta mgła. Chciałam wrócić ale tak na prawdę nawet patrząc w dół nie widziałam swoich stóp. Ciarki przebiegły moje ciało gdy wśród ciemności usłyszałam śmiech. Najpierw jeden. Kobiecy lecz dość dziecięcy śmiech. A drugi.. to był jej śmiech. Śmiech Rose. Nagle poczułam dziwną ulgę w nogach i opadłam na kolana. Klęcząc nie mogłam nic dostrzec. Po paru minutach siedzenia nie czułam nóg. Nie przez to, że klęczałam na nich lecz przez coś innego co rozprzestrzeniało się po moim ciele. Straciłam czucie w rękach i upadłam na brzuch. Leżałam w bezruchu próbując przywrócić swoje ciało do sprawności. Usłyszałam kroki zbliżające się w moją stronę. Jedna z nich. Prawdopodobnie białowłosa uderzyła mnie w kark.. Straciłam przytomność.
❤😍
OdpowiedzUsuń♥ ^^
Usuń